Błędne diagnozy

Zanim zrobi się cokolwiek z rzeczy opisanych na tej witrynie, kupi suplement, warto wykonać kilka badań. Bardzo wiele schorzeń daje ciągłe zmęczenie jako jeden z objawów. Tu już nie chodzi tylko o pozbycie się uczucia osłabienia, ale też o fakt, że wiele z tych chorób powinno się jak najszybciej zacząć leczyć, zanim spustoszą organizm.

Sugerowałbym taki zestaw:

  • próby wątrobowe, bilirubina
  • kreatynina, kwas moczowy z krwi
  • badanie ogólne moczu
  • morfologia z rozmazem
  • ferrytyna
  • TSH
  • glukoza na czczo
  • sód, potas, chlorki, wapń
  • witamina B12
  • test Western Blog IgG w kierunku boreliozy

Omówię dwie najczęstsze błędne diagnozy, których nie pokrywają pozostałe rozdziały stronki.

Pierwsza to niedoczynność tarczycy. Nie musi być wyraźnie widoczna w badaniach, można mieć lekką niedoczynność i badania w normie (zresztą polskie normy to temat na oddzielny artykuł, u nas pacjent z TSH 5 jest uważany za zdrowego, w cywilizowanych krajach niekiedy leczy się ludzi mających więcej niż 2,5). Charakterystyczne dla tej choroby są zimne dłonie i stopy, ciągle jest zimno, trzeba okrywać się wieloma warstwami ubrań przed snem. Wypadają włosy, człowiek chorobliwie tyje, ma ciągłe zatwardzenia. Skóra robi się sucha. Bardzo charakterystyczne jest łuszczenie się skóry na kolanach i łokciach, wygląda jakby na brudną, wysuszoną. W ogromnej większości przypadków wystarczy uzupełnić jod (jednocześnie z selenem), aby problem znikł w kilka tygodni, jako że jedyna funkcja tarczycy to zamiana jodu na hormony. Bardzo wiele osób w Polsce ma jakieś niedobory jodu, mniejsze lub większe, więc wielu z nas ma też lekką niedoczynność.

Z przykrością muszę tutaj przestrzec przed lekarzami, rutynowym postępowaniem jest przepisywanie syntetycznych hormonów tarczycy, zamiast uzupełnienia brakującego jodu. W efekcie nie dość, że dalej mamy niedobory (co według części naukowców może doprowadzić do raka piersi czy prostaty), to na dodatek po pewnym czasie takiej „cudownej” terapii tarczyca może po prostu przestać funkcjonować i do końca życia jesteśmy skazani na tabletki. Leczenie niedoboru jodu za pomocą syntetycznych hormonów to jak leczenie pragnienia kroplówkami, ma uzasadnienie może w promilu przypadków. Pacjent co prawda poczuje się lepiej, ale mówić pacjentowi, żeby codziennie przychodził na kroplówkę, zamiast polecić mu picie większej ilości wody? W imię czego? Oczywiście ciężko jest ustalić z całą pewnością, że w danym wypadku mamy do czynienia właśnie z niedoborem jodu, ale to powinna być pierwsza myśl i pierwsza terapia, a nie rzeźnickie ładowanie hormonów i robienie z pacjenta inwalidy, bo komuś nie chce się sprawdzić jak chory zareaguje na jod.

Opisany przypadek zakończonego śmiercią pacjentki zaniku tarczycy u kobiety, którą „uszczęśliwiono” hormonami:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/6701602

Wyjątek to autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, czyli choroba Hashimoto, która dotyka przede wszystkim kobiety. Wtedy jod jest niewskazany, chociaż nawet w tym wypadku niektórzy naukowcy zalecają suplementację. Owszem, można próbować takie zapalenie wyleczyć i po pewnym czasie być może zacząć spokojnie przyjmować jod, ale jest to kłopotliwe, długotrwałe i nie daje gwarancji powodzenia. Większość lekarzy wierzy, że Hashimoto jest nieuleczalne. Niemniej dostępne badania wyraźnie wskazują na to, że chorobę można próbować opanować, wymaga to jednak zmiany trybu życia. Niestety, ale zdrowe odżywianie to coś, co przerasta przeciętnego człowieka. Swego czasu przetłumaczyłem zalecenia lekarzy specjalistów, wywodzących się z kręgów alternatywnych wobec oficjalnego podejścia, była tam dość ścisła dieta i parę suplementów. Mieli oni całkiem duże sukcesy, sporo osób wyleczyli z ciężkich chorób. Parę kobiet było zainteresowanych, ale najdłużej jedna wytrzymała około tygodnia. O, tak, tak, chcę sobie wyleczyć Hashimoto, oczywiście! Gdzie kupię tabletkę? Co? Nie ma tabletki? CO?! Czekolady mam nie jeść? Zrezygnować z kurczaka?!

Opis terapii, która skutecznie wyleczyła uczestniczkę forum:

http://tarczyca.naturalneleczenie.com.pl/hashimoto.html

Druga częsta przyczyna to zwykły niedobór żelaza. Na palcach jednej ręki potrafię wymienić przypadki, gdy lekarze prawidłowo podeszli do problemu braku żelaza u pacjentów uskarżających się na chroniczne zmęczenie. Zazwyczaj badają ilość krwinek, bo to najtańsze, czasem stężenie żelaza. Ale ani jeden, ani drugi test nic nie mówi o faktycznym poziomie tego pierwiastka w organizmie. Wbrew obiegowej opinii, stężenie we krwi można mieć bardzo wysokie, mając jednocześnie duży niedobór i odwrotnie, skrajnie niskie mając nadmiar. Aby mieć pewność, należy oznaczyć poziom ferrytyny. Rozumiem, że pacjenci tego nie wiedzą, ale czemu lekarze nie zlecają tego testu? Bo kosztuje 10 zł więcej? Jeśli ferrytyna jest poniżej normy albo chociaż w okolicach dolnej granicy, trzeba podnieść. Bardzo często problem zmęczenia znika wtedy jakby nigdy nie istniał. Drobna uwaga: ferrytyna potrafi bardzo mocno skoczyć jeśli mamy jakiś stan zapalny, albo nawet jeśli miesiąc czy dwa wcześniej przechodziliśmy mocne przeziębienie. Wtedy wynik jest fałszywie zawyżony. Jest też fałszywie zawyżony w przypadku niektórych stanów zapalnych wątroby bądź chorób przewlekłych.

Polecam artykuł o uzupełnianiu żelaza:

http://naturalneleczenie.com.pl/2016/07/29/uzupelnianie-zelaza/

Na koniec chciałem poruszyć sprawę nieszczęsnej boreliozy. W polskim internecie grasuje banda szarlatanów, którzy wmawiają ją każdemu, bez względu na to, jakie ma objawy i namawiają na jakieś koszmarkowe leczenie. Osoba szukająca pomocy w internecie ma duże ryzyko natknięcia się na ich posty i artykuły na blogach, gdzie wypisują niestworzone rzeczy. Przestrzegam przed tym, to, że ktoś w internecie napisał, że się z czegoś wyleczył, nie oznacza, że faktycznie takie coś miało miejsce. Też mógłbym na tej stronce napisać, że na zespół przewlekłego zmęczenia najlepszy jest nie wiem… wywar z huby meksykańskiej (istnieje takie coś w ogóle?) i dać link do mojego sklepu, gdzie bym ją sprzedawał. Pod tym byłoby 30 opinii ludzi którzy skorzystali i się wyleczyli, na forum dziesiątki postów ludzi, którym po hubie minęły wszystkie znane ludzkości choroby. I kilka nieznanych.

Dla mnie to naprawdę kilka minut pracy. Stworzenie fikcyjnych profili, wymyślenie historii. Żadna z tych osób by w rzeczywistości nie istniała. Podobnie jest z internetowymi historiami boreliozy, które zazwyczaj kończą się podaniem albo bezpośrednio nazwiska „najlepszego” lekarza czy lekarki, albo linkiem do jakiegoś forum, gdzie właśnie taki lekarz będzie polecany. A często gęsto jest tak, że tym cudownie wyleczonym pacjentem był albo sam lekarz, albo pracownik agencji reklamowej.

Dlatego jak ognia unikajcie wszelkiego rodzaju informacji z nieoficjalnych źródeł! Wszystko, czego można dowiedzieć się o boreliozie, jest na anglojęzycznej wikipedii. Z wynikiem testu, jeśli będzie dodatni, idźcie do zwykłego lekarza, nie „polecanego”, bo zazwyczaj poleca się szarlatanów. Nie wierzcie ludziom którzy wmawiają Wam, że Wasz negatywny test tak naprawdę jest pozytywny.