Błędne diagnozy


W dużym skrócie omówię dwie najczęstsze błędne diagnozy, których nie pokrywają pozostałe rozdziały stronki.

Pierwsza - niedoczynność tarczycy. Nie musi być wyraźnie widoczna w badaniach, można mieć lekką niedoczynnośc i badania w normie (zresztą polskie normy to temat na oddzielny artykuł, u nas pacjent z TSH 5 jest uważany za zdrowego, w cywilizowanych krajach leczy się ludzi mających więcej niż 2,5). Charakterystyczne dla tej choroby są zimne dłonie i stopy, ciągle jest zimno, trzeba okrywać się wieloma warstwami ubrań przed snem. Wypadają włosy, człowiek chorobliwie tyje, ma ciągłe zatwardzenia. Skóra robi się sucha. Bardzo charakterystyczne jest łuszczenie się skóry na kolanach i łokciach - wygląda jakby na brudną, wysuszoną. W ogromnej większości przypadków wystarczy uzupełnić jod (jednocześnie z selenem), aby problem znikł w kilka tygodni, jako że jedyna funkcja tarczycy to zamiana jodu na hormony. Bardzo wiele osób w Polsce ma jakieś niedobory jodu, mniejsze lub większe, więc wielu z nas ma też lekką niedoczynność. Z przykrością muszę tutaj przestrzec przed lekarzami - rutynowym postępowaniem jest przepisywanie syntetycznych hormonów tarczycy, zamiast uzupełnienia brakującego jodu. W efekcie nie dość, że dalej mamy niedobory (co może doprowadzić do raka piersi czy prostaty), to na dodatek po pewnym czasie takiej "cudownej" terapii tarczyca po prostu przestaje funkcjonować - i do końca życia jesteśmy skazani na utrzymywanie lekarza, który nas tym hormonem "uszczęśliwił". Jeśli jakiemuś lekarzowi nie podoba się to, co piszę - niech zbierze kolegów i wystosuje petycję o zmianę zalecanych sposobów leczenia. Nie chce się, za skomplikowane, nie wiemy jak? Trudno, pozostanę przy swojej opinii i będę w tym wypadku odradzał słuchanie porad lekarskich. Leczenie niedoboru jodu za pomocą syntetycznych hormonów to jak leczenie pragnienia kroplówkami - ma uzasadnienie może w promilu przypadków. Pacjent co prawda poczuje się lepiej, ale mówić pacjentowi, żeby codziennie przychodził na kroplówkę, zamiast polecić mu picie większej ilości wody? W imię czego? Oczywiście ciężko jest ustalić z całą pewnością, że w danym wypadku mamy do czynienia właśnie z niedoborem jodu, ale to powinna być pierwsza myśl i pierwsza terapia, a nie rzeźnickie ładowanie hormonów i robienie z pacjenta inwalidy, bo komuś nie chce się sprawdzić jak chory zareaguje na jod.

Opisany przypadek zaniku tarczycy u osoby, którą "uszczęśliwiono" hormonami:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/6701602

Wyjątek to autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, tzw choroba Hashimoto, która dotyka przede wszystkim kobiety - wtedy jod jest niewskazany. Owszem, można próbować takie zapalenie wyleczyć i po pewnym czasie zacząć spokojnie przyjmować jod, ale jest to kłopotliwe i długotrwałe. Większość lekarzy wierzy, że Hashimoto jest nieuleczalne. Niemniej dostępne badania wyraźnie wskazują na to, że chorobę można opanować - wymaga to jednak zmiany trybu życia. Niestety, ale zdrowe odżywianie to coś, co przerasta przeciętną Polkę. Swego czasu przetłumaczyłem zalecenia lekarzy - specjalistów z kręgów alternatywnych wobec oficjalnego podejścia, była tam dość ścisła dieta i parę suplementów. Mieli oni całkiem duże sukcesy, sporo osób wyleczyli z ciężkich chorób. Parę kobiet było zainteresowanych, ale najdłużej jedna wytrzymała około tygodnia. O, tak, tak, chcę sobie wyleczyć Hashimoto, oczywiście! Gdzie kupię tabletkę? Co? Nie ma tabletki? CO?! Czekolady mam nie jeść? Zrezygnować z kurczaka?!

Druga częsta przyczyna to zwykły niedobór żelaza. Na palcach jednej ręki potrafię wymienić przypadki, gdy lekarze prawidłowo podeszli do problemu braku żelaza u pacjentów uskarżających się na chroniczne zmęczenie. Zazwyczaj badają ilość krwinek, bo to najtańsze, czasem stężenie żelaza. Ale ani jeden, ani drugi test nic nie mówi o faktycznym poziomie tego pierwiastka w organizmie. Wbrew pozorom stężenie we krwi można mieć bardzo wysokie, mając jednoczesnie duży niedobór - i odwrotnie, skrajnie niskie mając nadmiar. Aby mieć pewność, należy oznaczyć poziom ferrytyny. Rozumiem, że pacjenci tego nie wiedzą, ale czemu lekarze nie zlecają tego testu? Bo kosztuje 10 zł więcej? Jeśli ferrytyna jest poniżej normy albo chociaż w okolicach dolnej granicy - trzeba podnieść. Bardzo często problem zmęczenia znika wtedy jakby nigdy nie istniał. Drobna uwaga - ferrytyna potrafi bardzo mocno skoczyć jeśli mamy jakiś stan zapalny, albo nawet jeśli miesiąc - dwa wcześniej przechodziliśmy mocne przeziębienie. Wtedy wynik jest fałszywie zawyżony. Jest też fałszywie zawyżony w przypadku niektórych stanów zapalnych wątroby bądź chorób przewlekłych.